2008-09-20 17:02
Kubot przegrał
Albert Montanes pokonał Łukasza Kubota 3:6, 6:1, 6:4 w walce o finał Pekao Open i tym samym Hiszpan pomścił trzech swoich rodaków pokonanych wcześniej przez Polaka.
Albert Montanes nie dojadł dziś rano śniadania i szybko na korcie mieliśmy tego efekt. Kubot w bojowym nastroju objął prowadzenie 3:1. Największą sztuką, zwłaszcza na korcie ziemnym, jest jednak utrzymać podanie. Kubotowi się to nie udało. Po chwili jednak przełamał znowu, na 4:2. Świetny skrót i jeszcze lepszy lob ustawiły akcję w tamtym gemie. Przy 4:2 i 15:15 Hiszpan zaczął już do siebie mamrotać, że mu się coś nie podoba. Nie przełożyło się to na agresję w grze – księżycowymi piłkami z odnowionym Kubotem trudno wygrać. Temperatura na korcie i w powietrzu się podnosiła, więc ludzie zamiast z kocami zaczęli spacerować z lodami, a gdy Kubot serwował po seta, widzowie wydawali z siebie taki okrzyki, jakby to oni kończyli piłkę forhendem z dobiegnięcia w linię. Szkoda, że drugi set nie miał podobnej historii. Hiszpan poprawił regularność. Zagrzewał się do walki, krzycząc „Vamos!”. Polak w ogóle nie walczył. Do piłek, których poprzednio dobiegał, teraz w ogóle nie startował. Jakikolwiek wysiłek podjął dopiero przy serwisie rywala, przegrywając 1:5. Ale było za późno. Dobra końcówka seta numer dwa napawała optymizmem przed decydującą partią. I faktycznie – w Polaka wstąpiła nowa energia. Prowadził 2:0 i serwował. Gdyby odskoczył w tym momencie, pewnie zakończenie meczu byłoby formalnością. Niestety, Kubot pokazał swoje oblicze, które już widzieliśmy iks razy – czyli przegrał mecz na własne życzenie. Wiadomo, że kiedy regularny Montanes gania go po korcie, niewiele można z takiej akcji ugrać. Jednak w momencie, kiedy bekhend po linii w wolne pole kończy swój byt jako bekhend poza linią, albo bezpieczny liftowany forhend przy breakpoincie przy stanie 4:5 wylatuje nawet poza korytarz deblowy, wiadomo, że w mózgu Kubota wciąż siedzi stary demon. Próby zabicia demona Polak podjął po meczu w mieszczącej się tuż przy biurze prasowym szatni – donośne krzyki i tłuczenie o ścianę przedmiotami bądź częściami ciała przestraszyły nawet najodważniejszych żurnalistów.
Powrót
|